Początek tradycji organizowania zmagań sportowych pierwszego dnia stycznia jest mocno nieoczywisty, ponieważ krążą o tym różne niepotwierdzone historie. Według pierwszej, zawodnik Cracovii, Mieczysław Zygmunt Wiśniewski podejrzał takie rozwiązanie podczas wizyty w Austrii i postanowił przenieść je na polski grunt. Druga mówi o pomyśle Ludwika Gintela i jego kolegów wracających z zabawy sylwestrowej, kiedy to ci zawodnicy zdecydowali się na krótką gierkę na klubowym boisku. Jeszcze inna wspomina o paryskim turnieju sylwestrowo-noworocznym 1922/1923, w którym Pasy brały udział i chęci przypomnienia sobie przez piłkarzy zmagań rok wcześniej.
Pierwszym potwierdzonym zapiskami prasowymi treningiem był ten z 1930 roku. Jak zaznaczono w monografii powstałej z okazji 100-lecia Cracovii, było to pierwsze wydarzenie tego typu w historii, na które mogli wejść kibice i kronikarze. Niedotrzymanie umowy ze strony klubu Katowice 06, który na zawody w dniu 1 b. m. nie przyjechał, nie zawiadamiając o tem Cracovii, pozwoliło tejże na ciekawy sportowo eksperyment. Podzielono mianowicie ligową drużynę w ten sposób, że atak uzupełniony tyłami rezerwy i trzeciej drużyny, grał przeciw tyłom ligowym z atakiem kombinowanym. Zawody zakończyły się zwycięstwem ataku 7:2, wykazując, dowodnie, że największa potęgą każdej drużyny jest dobry atak, który nietylko uzyskuje punkty, ale nawet pozwala stosunkowo słabym tyłom na skuteczną obronę dzięki właśnie swej aktywności – tak o pierwszym starciu pisano w Przeglądzie Sportowym. Pierwszą bramkę zdobył wówczas Józef Kubiński.
Z biegiem lat, impreza nabrała dodatkowych smaczków. Od 1960 aż do 2006 roku, arbitrem pojedynku (zarówno jako główny, jak i liniowy) był Pan Maciej Madeja, który w latach 2002 – 2011 (z przerwą na sezon 2008/2009) pełnił również funkcję kierownika drużyny. Jego historia z prowadzeniem spotkań 1 stycznia zaczęła się dość niecodziennie, o czym wspominał sam zainteresowany przy okazji materiału zarejestrowanego w 2013 roku: Gdy pierwszy raz zjawiłem się na treningu będąc w wojsku, podszedł do mnie Pan Ignacy Książek i mówi: - Chłopie, nie mamy sędziego liniowego. Chodź! Przyszedłem do szatni sędziowskiej. […] Mówię: - Panie Ignasiu, wszystko pięknie, dres się znajdzie, ale butów nie mam żadnych! Książek odpowiedział: - Będziesz sędziował w butach wojskowych! I tak się też stało! Stanąłem więc na tej linii, dostałem parę razy śnieżynką ulepioną przez kibiców w plery, ale wszystko było wesoło. To zajęcie na tyle spodobało się Panu Maciejowi, że niemal rokrocznie starał się brać udział w starciu dwóch ekip Pasów z gwizdkiem lub chorągiewką w ręku. [OGLĄDAJ CAŁY MATERIAŁ ZE WSPOMNIENIAMI MACIEJA MADEJI].
Spotkania w ramach Treningu Noworocznego toczyły się głównie pomiędzy pierwszym zespołem i rezerwami, jednak pojawiały się odstępstwa od reguły. W 1932 i 1934 roku, rywalami Pasów były ekipy kolejno Legii Kraków i PPW Katowice. Zdarzało się też, że składano jedenastki złożone z zawodników żonatych przeciwko kawalerom, a także potyczki piłkarzy z kibicami. Gdy nie istniały Rezerwy Pasów, ekipę nominalnych gości pełniły zespoły rywalizujące w Młodej Ekstraklasie lub Centralnej Lidze Juniorów U-18. Nierzadko dochodziło też do zamiany ról w trakcie meczu – choćby w 2022 roku przez chwilę za gwizdek chwycił golkiper, Adam Wilk, a między słupkami stanął prowadzący trening, Sławomir Steczko. Ciekawostką może być fakt, że w 1993 roku na boisko ściągnięto… kibica zasiadającego na trybunach stadionu Pasów. Stało się to z powodu braku jednego zawodnika do skompletowania zespołu. Był to ex-piłkarz, Edward Bielewicz – najstarszy uczestnik noworocznej zabawy (miał wówczas 46 lat)
Najczęściej wspominanym Treningiem Noworocznym jest ten z 2006 roku. Wówczas na trybunach doszło do bitwy na śnieżki pomiędzy kibicami, a do zabawy w pewnym momencie włączyli się też zawodnicy. Oprócz tego, w bramce stanęli na chwilę Marcin Bojarski i Łukasz Szczoczarz, a na listę strzelców wpisali się… Pasiasty Lajkonik i Sędzia Madeja! – Tomek Wacek, nasz piłkarz, podchodzi i mówi: Kiero! Robimy karnego, a Ty strzelasz! […] Pytam się: Wypada? – [Wacek odpowiada] Co nie wypada? Poszedł i z [Marcinem] Cabajem załatwili sprawę. Ustawili piłkę i Cabaj mówi: - Patrz na mnie. Ja stoję przy tym słupku, a Ty strzelasz w przeciwną stronę. Możesz nawet w środek tej bramki, ja się nie ruszę – przyznał arbiter pełniący wówczas także funkcję kierownika drużyny. W innej rozmowie dodaje, że defensor Pasów celowo położył się w polu karnym i chwycił piłkę, ażeby asystujący wówczas Madeji, Sławomir Steczko wskazał na wapno.

Zmagania pierwszego dnia stycznia to także oryginalne rozwiązania. Choćby w 2015 roku, hat-trickiem w niecodziennym obuwiu popisał się Marcin Budziński. Napastnik Pasów zagrał wówczas… w kaloszach. Warto jednak dodać, że były one odpowiednio zmodyfikowane pod grę na trawiastym boisku. Bramki z połowy boiska świeżo po wznowieniu gry? Żaden problem! Tak było choćby za sprawą Piotra Bani w pamiętnym treningu z 2006 roku. Właśnie w tym pamiętnym starciu padło jak do tej pory najwięcej bramek, bo aż 19! Pierwszy zespół pokonał Rezerwy 11-8.
Bywały jednak sytuacje, kiedy na pierwszego gola na polskich boiskach trzeba było czekać wyjątkowo długo. Tak działo się chociażby w 1986 roku, kiedy to dopiero o 13:07, podczas rozgrywania serii rzutów karnych bramkarza pokonał Jarosław Tyrka. Wcześniej nikomu nie udało się oddać strzału zaskakującego rywali. Zaskakująco wcześnie, bo o 12:01, kibice zgromadzeni na stadionie przy obecnej ulicy Józefa Kałuży mogli oglądać trafienie Antoniego Dominika podczas Treningu Noworocznego w 1973 roku. Warto dodać, że był to wówczas jedyny gol dnia.
Jak będzie na start 2023 roku? Będziecie mogli przekonać się o tym w niedzielę. Darmowe wejściówki na Trening Noworoczny nadal są dostępne i można je odebrać w Punktach Obsługi Kibiców, a także [W TYM MIEJSCU].